Święta już za chwil parę, a ja, zamiast cieszyć się wybieraniem drobiazgów dla najbliższych, oczywiście na ostatnią chwilę, mam ogromny opór przed wej­ściem do jakie­go­kol­wiek cen­trum han­dlo­wego. Tłum nie­przy­ja­znych sobie ludzi z obłę­dem na twa­rzy, biega od sklepu do sklepu. Potem tłocząc się przed kasą par­ska­ na sie­bie ner­wowo i komen­tuje zacho­wa­nia innych uczest­ni­ków przed­świą­tecz­nej nagonki. Takie małe polskie piekiełko, od którego staram się trzymać z daleka, bo niczym wirus potrafi powalić najbardziej  spokojnego człowieka 😉 Efekt tej świątecznej „shopofobii” to brak prezentów i pomysłów na nie na 5 dni przed godziną zero 😉