Nowy rok, nowe wyzwa­nia, nowa ener­gia i…nowe posta­no­wie­nia nowo­roczne. Tro­chę wio­sen mojego życia mam już za sobą i z każ­dym rokiem jestem bar­dziej pewna niż pewna, że posta­no­wie­nia nowo­roczne są tylko po to, by ich nie dotrzy­my­wać. Listy, kar­teczki, spe­cjal­nie kupo­wane modne kalen­da­rze, by roz­pi­sać dokładny plan dzia­ła­nia, potem apli­ka­cje na tele­fon, bo w końcu postę­powa 4o-stka ze mnie­…e­fekt zawsze ten sam.Lista jest wyrzu­tem sumie­nia, kar­teczki nie ma gdzie przy­kleić, więc jak śmieć ląduje w koszu, kalen­darz nagle jest zbyt ciężki, by nosić go w prze­past­nej torebce a apli­ka­cja staje się bardziej irytująca niż dźwięk wchodzącej poczty służbowej po godzinie 20.00.
Zasta­na­wia­łam się co takiego, jest w tych kilku nowo­rocz­nych posta­no­wie­niach, że nie możemy ich dotrzy­mać. Celowo napi­sa­łam w licz­bie mno­giej, bo pro­blem nie doty­czy tylko mojej skrom­nej osoby. Dro­gie Panie, powiedzmy sobie to szczerze… TO EPIDEMIA 😉

Dla przykładu weźmy na warsz­tat 3 pobożne życze­nia, które sta­ty­stycz­nie każda z nas popełnia 31 grudnia…

PÓJDĘ NA SIŁOWNIĘ Będę ćwi­czyć do utraty tchu, by do wio­sny prze­pchać tłuszcz z brzu­cha na tyłek i pozbyć się skrzy­de­łek na przedra­mie­niu… Rzeczywistość… Pełna ener­gii i chęci do walki z cie­le­snymi przy­le­gło­ściami, pod­jeż­dżam pod znaną mi siłow­nię…a tam? Brak miej­sca na par­kingu, bo prze­cież wszyst­kie kobity z oko­licy odma­wiają teraz modli­twę na bieżni i każda nie wie­dzieć czemu, zamiast na pie­chotę z sąsied­niego bloku przy­je­chała samo­cho­de­m. Po kilku rund­kach w poszu­ki­wa­niu prze­strzeni na 4 kółka, moje neu­rony wysyłają impuls w postaci natarczywych myśli…myśl pierwsza: szkoda ben­zyny!!! …myśl druga: przy­jedź w lutym, będzie pusto… myśl trzecia ostateczna, która zmienia się w czyn: wróć do domu, czeka na Ciebie pies, mąż, dziecko ( to jeden ze słab­szych argu­men­tów ) i w lodówce kawa­łek bezy z bitą śmie­ta­ną­…no i „dupa”, tzn. pój­dzie w „dupę”, wybaczcie…bioderka.

DIETA Oczy­wi­ście bez­glu­te­nowa, bez­mleczna i wszystko z przedrostkiem „bez”… RzeczywistośćTylko skoń­czę pie­rogi, któ­rych naro­bi­łam kilo­gramy na święta.  Zro­bię jesz­cze ajer­ko­niak, bo przecież kupi­łam za dużo jajek, aaa i może z białek zro­bię…bezę 😉

ZAWSZE ZMYJĘ MAKIJAŻ PRZED SNEM … Rzeczywistość Zmę­czona dniem codzien­nym, lawiną obo­wiąz­ków, przy­gnie­ciona tysią­cami kalo­rii, sadzam swoje sza­nowne 4 litery przed komin­kiem. Mniej wię­cej po 15 minu­tach przyj­muję pozy­cję hory­zon­talną, na przy­sło­wiowe 5 minut. Podobno reaguje na bodźce zewnętrzne odpo­wia­da­jąc od czasu do czasu na pyta­nia rodziny, ale bez entu­zja­zmu. Tak zakon­ser­wo­wane cie­płem rodzin­nego ogni­ska „zwłoki”, moja druga bar­dziej aktywna życiowo połowa, trans­por­tuje do łazienki. Nie­stety bate­rii wystar­cza mi tylko na umy­cie zębów i pacio­rek.

Takich posta­no­wień jak te powy­żej mogła­bym mnożyć. Od podróży po czy­ta­nie ksią­żek, czy kul­turę wyż­szą. To jak rosyj­ska ruletka, w końcu może zasko­czy. Pyta­nie, czy jak zaskoczy, to przy okazji Cię nie zabije, bo przecież w dużej mierze każdego z nas zabija stres. Dlatego postuluję posta­no­wić, by nowo­rocz­nie nic nie posta­na­wiać, bo wyrzuty sumie­nia i stres są gor­sze niż … KAWAŁEK BEZY 😉

Sylwia

źródło zdjęcia: główne